Regeneracja akumulatora do wkrętarki – rozebrany pakiet Li-Ion z BMS i pomiar napięcia multimetrem na stole roboczym

Regeneracja akumulatora do wkrętarki – poradnik dla amatora

Regeneracja akumulatora do wkrętarki – rozebrany pakiet Li-Ion z BMS i pomiar napięcia multimetrem na stole roboczym
Mierzę napięcie sekcji w pakiecie Li-Ion i sprawdzam płytkę BMS przed zamknięciem obudowy.

Regeneracja akumulatora do wkrętarki ma sens, gdy sama wkrętarka jest sprawna, a pakiet trzyma coraz krócej albo grzeje się po 2–3 minutach. Najpierw zrób trzy rzeczy. Sprawdź, czy masz Ni-Cd/Ni-MH (1,2 V na ogniwo) czy Li-Ion (3,6–3,7 V na ogniwo). Zmierz napięcie pakietu multimetrem i porównaj z tym, co powinno być „na papierze”. Potem obejrzyj styki i przewody, bo czasem winny bywa po prostu luźny kontakt. Pokażę Ci proste kroki, żebyś odzyskał moc i nie przepalił kasy na nowy pakiet.

Spis treści

Regeneracja akumulatora do wkrętarki – czy to ma sens i kiedy warto?

Objawy zużytego akumulatora: spadek mocy, krótki czas pracy, przegrzewanie

Zacznę od tego, co ja widzę najczęściej w domowym warsztacie, w garażu albo w piwnicy. Wkrętarka niby działa, ale… no właśnie, „niby”. Wkręcasz dwa wkręty w drewno i już czujesz, że nie ma kopa. Potem jest klasyk: zwalniasz spust, a urządzenie po chwili zdycha jakby ktoś mu odciął tlen. To zazwyczaj nie „wina wkrętarki”, tylko tego, że pakiet nie potrafi oddać prądu pod obciążeniem.

Typowe objawy, które u mnie zapalają lampkę:

  • Krótki czas pracy mimo pełnego ładowania. Zamiast 20–30 minut realnej roboty zostaje 5–8 minut i koniec.
  • Spadek mocy przy pierwszym mocniejszym wkręcie (np. 6×120 mm w drewno konstrukcyjne) albo przy wierceniu w metalu.
  • Wyraźne grzanie baterii podczas pracy. Jeżeli pakiet robi się „gorący w dłoń” po kilku minutach, to nie jest normalne.
  • Nierówna praca: raz ciągnie, raz staje. I co ciekawe, czasem po chwili odpoczynku „odżywa” na minutę.
  • Ładowarka pokazuje pełne naładowanie podejrzanie szybko. Na przykład 10–15 minut i już zielona dioda, a przecież wcześniej ładowała godzinę.

W praktyce problemem bywa wzrost oporu wewnętrznego. Ogniwo może jeszcze mieć jakieś napięcie „na luzie”, ale pod obciążeniem robi się dramat, bo napięcie siada. Dlatego same cyferki bez testu w realnej pracy czasem wprowadzają w błąd.

Mała rzecz, a cieszy: zanim rozkręcisz pakiet, wyczyść styki wkrętarki i baterii. Zdarzało mi się, że nalot na blaszkach robił większy bałagan niż same ogniwa. Używam do tego zwykłego alkoholu izopropylowego i patyczka, a jak trzeba, delikatnie przejeżdżam drobną włókniną ścierną. Tylko bez szaleństwa, bo nie chcesz zebrać warstwy stykowej.

Regeneracja vs zakup nowego: koszty, opłacalność, ryzyko

No dobra, to teraz najważniejsze pytanie: czy w ogóle warto się bawić. Moim zdaniem warto, ale nie zawsze. Ja to sobie dzielę na trzy scenariusze.

  1. Wkrętarka z marketu, tani system, a nowy akumulator kosztuje niedużo.
    Jeżeli nowy pakiet kosztuje 80–120 zł, a Ty nie masz żadnego sprzętu do regeneracji, to opłacalność robi się dyskusyjna. Chyba że robisz to „dla sportu” i chcesz się nauczyć.
  2. Starszy model, który lubisz, a akumulatora nie da się normalnie kupić.
    Tu regeneracja potrafi uratować sprzęt, który działa świetnie, tylko bateria padła. I wiesz co? Takie wkrętarki często są naprawdę solidne.
  3. Droższe systemy, gdzie nowy pakiet to 250–400 zł (albo i więcej).
    Wtedy regeneracja akumulatora do wkrętarki potrafi mieć bardzo sensowny bilans, szczególnie gdy wymienisz same ogniwa, a obudowę i elektronikę zachowasz.

Koszty w praktyce (orientacyjnie, bo rynek skacze):

  • Ogniwa Ni-MH/Ni-Cd (sub-C) do pakietów „klasycznych”: często kilkanaście zł za sztukę, a w pakiecie bywa 10–15 sztuk.
  • Ogniwa Li-Ion (np. 18650) dobrej klasy: zwykle kilkanaście–kilkadziesiąt zł za sztukę, a w pakiecie bywa 5, 10 lub więcej, zależnie od konfiguracji.
  • Zgrzewarka punktowa: jednorazowy wydatek, ale później robi robotę i ogranicza ryzyko. Lutowanie da się zrobić, tylko trzeba umieć i trzeba uważać.

Ryzyko też trzeba uczciwie powiedzieć. W Li-Ion można narobić szkód, jeśli zrobisz zwarcie albo przegrzejesz ogniwo. Dlatego jeżeli czujesz, że to Cię przerasta, lepiej oddać pakiet do regeneracji komuś, kto robi to na co dzień. Ja nikogo nie będę udawał bohatera, bo ogień z baterii to nie jest „śmieszny dymek”, tylko realny problem.

Jak rozpoznać typ pakietu: Ni-Cd, Ni-MH, Li-Ion (i dlaczego to ważne)

Najprościej? Patrzę na etykietę. Jeżeli masz napis Ni-Cd, Ni-MH albo Li-Ion, to sprawa jasna. Gorzej, gdy naklejka zniknęła, bo bywa, że po latach wygląda jak po spotkaniu z olejem i kurzem.

Wtedy wchodzę z logiką i napięciem:

  • Ni-Cd i Ni-MH mają napięcie nominalne 1,2 V na ogniwo.
    Pakiet „12 V” często ma 10 ogniw (10 × 1,2 V = 12 V nominalnie).
    Pakiet „14,4 V” często ma 12 ogniw.
    Pakiet „18 V” często ma 15 ogniw.
  • Li-Ion ma napięcie nominalne 3,6–3,7 V na ogniwo, a pełne naładowanie to zwykle 4,2 V na ogniwo.
    Pakiet „12 V” w Li-Ion bywa 3S: 3 × 3,7 V = 11,1 V nominalnie, a po pełnym ładowaniu 12,6 V.
    Pakiet „18 V” w Li-Ion najczęściej jest 5S: 5 × 3,7 V = 18,5 V nominalnie, a po pełnym ładowaniu 21,0 V.

I teraz ważne: tego nie da się mieszać. Ładowarka do Ni-MH nie ładuje poprawnie Li-Ion i odwrotnie. Z kolei BMS w Li-Ion to nie jest „ozdoba”. On pilnuje napięć, balansuje, chroni przed przeładowaniem i zbyt głębokim rozładowaniem. Dlatego rozpoznanie chemii to pierwszy krok, zanim w ogóle dotkniesz śrubokręta.

Jak bezpiecznie rozebrać i ocenić pakiet akumulatorów

Narzędzia i przygotowanie stanowiska (minimum dla amatora)

Ja lubię robić takie rzeczy w garażu albo w warsztacie, gdzie mam blat i sensowne światło. Nie robię tego na dywanie w salonie. Po pierwsze przez bezpieczeństwo. Po drugie przez bałagan.

Moje minimum na start:

  • Multimetr z pomiarem napięcia DC do co najmniej 20–60 V.
  • Zestaw wkrętaków i mała grzechotka, bo obudowy potrafią mieć dziwne śruby.
  • Okulary ochronne i rękawice (nie „pancerne”, zwykłe robocze też pomagają).
  • Taśma kaptonowa albo porządna izolacyjna + koszulki termokurczliwe.
  • Marker i kartka. Serio. Oznaczam przewody i kolejność połączeń.
  • Pojemnik metalowy lub ceramiczny na „podejrzane” ogniwa. Wolę mieć to pod kontrolą.
  • Drobna szczotka, izopropanol do czyszczenia styków.

Dodatkowo, jeżeli bawisz się w Li-Ion: trzymaj obok piasek w wiaderku albo gaśnicę proszkową. Nie mówię tego, żeby straszyć. Ja po prostu wolę spać spokojnie.

Przed rozebraniem pakietu robię krótką rutynę:

  1. Rozładuj pakiet do poziomu „normalnej pracy”, nie rozładowuj na siłę do zera.
  2. Odczekaj 15–30 minut, aż temperatura spadnie.
  3. Zmierz napięcie na stykach pakietu i zapisz wynik.

Te trzy kroki dają mi punkt odniesienia, zanim cokolwiek rozkręcę.

Kontrola wizualna: styki, taśmy, pęknięcia, nalot, ślady przegrzania

Gdy otworzysz obudowę, zobaczysz prawdę. I czasem ta prawda jest banalna. Zdarzało mi się trafić na urwany pasek niklowy, zimny lut na złączu, pęknięty przewód albo zaśniedziałe blaszki.

Na co patrzę:

  • Czy obudowa ma ślady przegrzania. Odbarwienia, zmiękczenie plastiku, smród „elektroniki”.
  • Czy w środku nie ma wilgoci albo nalotu. Biały nalot na stykach często wskazuje na korozję.
  • Czy taśmy łączące ogniwa są całe. Jeżeli pasek jest pęknięty, pakiet zachowuje się jak uszkodzony, nawet gdy ogniwa są jeszcze w formie.
  • Czy któreś ogniwo jest spuchnięte (Li-Ion) albo ma wyciek (Ni-Cd/Ni-MH). Spuchniętego Li-Ion nie dotykam „na siłę”. Odkładam i traktuję jako odpad problemowy.

Drobny tip z życia: robię zdjęcia telefonem na każdym etapie. Potem, gdy coś mi się nie zgadza, wracam do zdjęć i od razu widzę, gdzie miał iść dany przewód. W teorii brzmi śmiesznie. W praktyce oszczędza czas i nerwy.

Proste pomiary multimetrem: napięcie pakietu i sekcji, spadki pod obciążeniem

Same oględziny nie zawsze wystarczą, więc biorę multimetr i lecę po kolei. Najpierw sprawdzam napięcie całego pakietu, a później napięcia na poszczególnych ogniwach (albo grupach, jeśli to Li-Ion w konfiguracji równoległej).

Orientacyjne punkty zaczepienia:

  • Ni-Cd/Ni-MH: świeżo po ładowaniu napięcie pojedynczego ogniwa bywa ok. 1,35–1,45 V. Nominalnie to 1,2 V.
  • Li-Ion: pełne naładowanie to ok. 4,2 V na ogniwo. Nominalnie 3,6–3,7 V. Rozładowane „bezpiecznie” zwykle trzyma się w okolicach 3,0–3,3 V, zależnie od systemu.

Ja nie lubię zgadywać, dlatego sprawdzam różnice. Jeśli w pakiecie Li-Ion jedna sekcja ma 4,1 V, a druga 3,4 V, to mam problem z balansem albo z konkretną grupą ogniw. Z kolei w Ni-MH, gdy 2–3 ogniwa wyraźnie odstają napięciem, pakiet będzie padał szybciej, bo to najsłabsze ogniwa ciągną wszystko w dół.

Przydaje się też test „pod obciążeniem”. Amatorsko robię to tak:

  • Podłączam kontrolowane obciążenie (np. żarówka samochodowa 12 V dla pakietów około 12 V albo rezystor mocy).
  • Mierzę spadek napięcia w czasie 10–30 sekund.
  • Dotykam obudowy i sprawdzam, czy coś gwałtownie się nagrzewa.

Jeżeli napięcie leci w dół jak kamień, a pakiet robi się ciepły, to zwykle nie ma co czarować. Wtedy regeneracja to realna opcja, bo samo „formatowanie” nic nie da.

Regeneracja akumulatora do wkrętarki – rozebrany pakiet Ni-Cd i pomiar napięcia multimetrem na stole warsztatowym
Sprawdzam napięcie ogniw w rozebranym pakiecie Ni-Cd przed wymianą i ponownym złożeniem.

Regeneracja akumulatora do wkrętarki krok po kroku

Wymiana ogniw: dobór parametrów, zgrzewanie vs lutowanie (co wybrać)

Tu zaczyna się część, w której łatwo zrobić dobrze… albo zrobić sobie kłopot. Ja stawiam na rozsądek i powtarzalność.

Najpierw dobór. Zwracam uwagę na trzy rzeczy:

  • Napięcie i chemia muszą się zgadzać (to jest święte).
  • Pojemność dobieram w granicach rozsądku. Nie kupuję „kosmicznych” ogniw z opisem 9900 mAh, bo to zwykle bajka.
  • Liczy się wydajność prądowa. Wkrętarka potrafi brać duży prąd chwilowy, więc słabe ogniwa będą się grzały i szybko padną.

Jeżeli pakiet ma Ni-MH/Ni-Cd w formacie sub-C, to trzymam się sub-C. Nie kombinuję z innymi rozmiarami, bo potem obudowa się nie domyka, a taśmy będą naprężone.

Jeżeli masz Li-Ion (często 18650), to warto myśleć o ogniwach „high drain”, czyli takich, które znoszą większe obciążenia. Wkrętarka nie jest latarką. Ona potrafi przyciąć, szarpnąć, pobrać prąd nagle, a wtedy słabe ogniwo siada.

Zgrzewanie vs lutowanie:

  • Zgrzewanie punktowe wygrywa, bo nie grzejesz ogniwa od środka. Taśma niklowa łączy się szybko i powtarzalnie.
  • Lutowanie da się zrobić, tylko trzeba mieć mocną lutownicę, pracować krótko i używać topnika, który ułatwi połączenie. Mimo wszystko nie polecam lutowania początkującym do Li-Ion, bo przegrzanie ogniwa potrafi skrócić mu życie, a czasem robi się niebezpiecznie.

Ja robię tak, że układam pakiet „na sucho” i dopiero gdy wszystko pasuje, zaczynam łączenia. Dzięki temu nie odkrywam w połowie, że pomyliłem kierunek albo że przewód BMS nie sięga.

Przykładowa, prosta kolejność pracy przy wymianie ogniw:

  1. Zrób zdjęcie oryginalnego ułożenia i oznacz plus/minus na obudowie markerem.
  2. Zdemontuj stare łączenia i zostaw elektronikę (jeśli jest) w bezpiecznym miejscu.
  3. Ułóż nowe ogniwa w tej samej geometrii i dopasuj izolacje.
  4. Połącz taśmami, zaczynając od połączeń szeregowych.
  5. Dopiero na końcu podłącz przewody do styków pakietu.

I jeszcze jedna rzecz. Jeżeli w pakiecie było jakieś czujniki temperatury, termistory czy dodatkowe przewody, to ich nie ignoruję. One czasem współpracują z ładowarką i zabezpieczeniami. Potem ludzie się dziwią, że ładowarka miga błędem.

BMS i przewody balansujące w Li-Ion: kiedy trzeba je ruszać, a kiedy nie

W Li-Ion BMS to temat, który potrafi wystraszyć, ale da się go ogarnąć po ludzku. Najważniejsze: przewody balansujące idą zwykle do punktów pomiędzy sekcjami szeregowymi. Czyli w 5S masz punkty: 0, 1S, 2S, 3S, 4S, 5S. Jeżeli je pomylisz, BMS może zwariować albo się uszkodzić.

Kiedy ruszam BMS:

  • Gdy regeneruję pakiet Li-Ion i wymieniam ogniwa, a BMS zostaje ten sam. Wtedy muszę go odłączyć i podłączyć z powrotem w tej samej kolejności.
  • Gdy BMS jest uszkodzony (np. nie daje prądu, wybija zabezpieczenie bez powodu, ma ślady przegrzania). Wtedy wymiana BMS ma sens, ale tu już robi się bardziej „technicznie”.

Kiedy nie ruszam:

  • Gdy mam Ni-Cd/Ni-MH bez elektroniki. Tam BMS zwykle nie występuje.
  • Gdy pakiet Li-Ion ma prostą płytkę i wszystko działało, tylko ogniwa padły. Wtedy staram się nic nie „poprawiać na siłę”.

Sztuczka, którą stosuję, żeby nie pogubić kabli: odpinam przewody balansujące po kolei i od razu oznaczam je numerami. Potem podłączam je w odwrotnej kolejności. I nie robię tego na czas. Spokojnie, bez nerwów, bo jeden błąd potrafi zepsuć cały wieczór.

Jeżeli chcesz zachować rozsądek, pilnuj też napięć sekcji przed pierwszym uruchomieniem. Dobrze, gdy sekcje są zbliżone, a nie rozjechane. W praktyce nowe ogniwa zwykle przychodzą z podobnym stanem, ale ja i tak sprawdzam, bo lubię mieć pewność.

Składanie pakietu: izolacja, prowadzenie przewodów, kontrola zwarć

Składanie to ten etap, który ludzie traktują po macoszemu, a potem wychodzą kwiatki. Przewód się przetrze, taśma dotknie obudowy, coś się poluzuje, a wkrętarka przestaje działać w najmniej odpowiednim momencie.

Moje zasady składania:

  • Izoluję miejsca, które mogą się dotknąć. Taśma kaptonowa jest super, bo trzyma temperaturę i nie odkleja się jak tania izolacyjna.
  • Prowadzę przewody tak, żeby nie były naprężone. Jeżeli coś jest „na styk”, to przy wstrząsie potrafi się wyrwać.
  • Sprawdzam, czy żadna taśma niklowa nie ociera o krawędź obudowy. Plastik potrafi być ostry.
  • Zanim zamknę obudowę, robię kontrolę zwarć multimetrem. Mierzę, czy między plusem i minusem nie mam „prawie zera” ohmów. Jeżeli mam, to znaczy, że gdzieś zrobiłem zwarcie i muszę to znaleźć.

Dla jasności: nie chodzi o to, żeby mierzyć wszystko w nieskończoność. Chodzi o prostą kontrolę, która łapie największe wpadki. Ja wolę poświęcić 5 minut, niż potem patrzeć, jak pakiet się grzeje, bo jedna taśma dotknęła nie tego, co trzeba.

Na koniec zamykam obudowę, ale nie dokręcam od razu „na maksa”. Najpierw składam wszystko lekko, sprawdzam, czy nic nie wystaje, czy zatrzaski łapią, a dopiero potem dokręcam. Brzmi banalnie, ale przy nierówno ułożonych ogniwach obudowa potrafi pękać, a to już szkoda.

Ładowanie po regeneracji i testy, które pokażą prawdę

Pierwsze ładowanie i „docieranie” pakietu – czego nie robić

Po regeneracji mam zawsze odruch, żeby od razu lecieć do roboty i „sprawdzić, czy działa”. I jasne, też tak robię, ale z głową.

Pierwsze ładowanie:

  • Ładuję w temperaturze pokojowej, mniej więcej 18–25°C.
  • Nie przykrywam pakietu szmatą, nie wciskam go w kąt, gdzie nie ma powietrza.
  • Co jakiś czas dotykam obudowy. Ma być lekko ciepła albo neutralna, nie gorąca.

Czego nie robić:

  • Nie zostawiam świeżo regenerowanego pakietu na ładowarce „na noc”, bo szkoda ryzykować.
  • Nie próbuję „rozładować do zera”, żeby niby „skalibrować”. W Li-Ion to proszenie się o kłopoty.
  • Nie ładuję w zimnym garażu przy 0–5°C, bo to potrafi pogorszyć sprawę, szczególnie przy Li-Ion.

Jeżeli pakiet jest Ni-MH, czasem ludzie mówią o cyklach formowania. Okej, ale ja w amatorskim użyciu robię to prosto: 2–3 normalne cykle pracy i ładowania, bez katowania. Po tym zwykle widać, czy wszystko trzyma sensownie.

Test wydajności: czas pracy, spadek napięcia, temperatura podczas pracy

Testy robię tak, żeby coś mi mówiły. Samo „działa/nie działa” to za mało, bo wkrętarka może działać, ale mieć słabą wydajność.

Prosty test praktyczny:

  1. Wybierz powtarzalne zadanie. Na przykład wkręcanie wkrętów 4×50 mm w sosnę albo wiercenie otworów 6 mm w stali (jeśli masz warunki).
  2. Ustal czas. Na przykład 5 minut ciągłej pracy z przerwami po 10–15 sekund.
  3. Po teście dotknij pakietu i sprawdź, czy temperatura rośnie nienaturalnie.

Jeżeli mam możliwość, mierzę też napięcie pakietu po teście i porównuję z napięciem sprzed testu. Spadek jest normalny. Natomiast gwałtowny spadek po krótkiej pracy sugeruje problem z jednym z ogniw albo z połączeniami.

Objawy, które mi się nie podobają:

  • Pakiet grzeje się mocniej niż sama wkrętarka.
  • Moc jest na początku, a po minucie robi się muł, mimo że pakiet dopiero co ładowałem.
  • Ładowarka po chwili od testu uznaje, że „już full”, a ja wiem, że nie powinno tak być.

Wtedy wracam do środka i sprawdzam połączenia. Czasem winny jest pasek niklowy o zbyt małym przekroju albo słaby styk na blaszkach. I to jest fajne w regeneracji: da się znaleźć przyczynę i ją poprawić, zamiast zgadywać.

Najczęstsze błędy po regeneracji (i jak ich uniknąć)

Tu mógłbym pisać długo, bo człowiek uczy się na swoich wpadkach. Ja też kilka razy powiedziałem do siebie „no pięknie…”, gdy okazało się, że coś pominąłem.

Najczęstsze błędy:

  • Pomylenie kolejności przewodów balansujących w Li-Ion. Skutek: BMS blokuje wyjście albo zachowuje się dziwnie.
  • Zbyt długie grzanie przy lutowaniu. Ogniwo dostaje po tyłku, a potem po miesiącu widać spadek formy.
  • Zła izolacja. Taśma dotyka obudowy, a przy wstrząsie pojawia się zwarcie albo przerywanie.
  • Brak testu zwarć przed zamknięciem obudowy. To naprawdę oszczędza nerwy.
  • Kupienie „super ogniw” bez sensownej specyfikacji. Tanie, niepewne ogniwa w wkrętarce męczą się szybko, bo dostają duże obciążenia.

Jak tego unikam? Trzymam się procedury i robię krótkie checkpointy:

  • Po ułożeniu ogniw sprawdzam polaryzację.
  • Po zrobieniu połączeń mierzę napięcie całego pakietu.
  • Przed zamknięciem obudowy sprawdzam zwarcie.
  • Po pierwszym ładowaniu robię krótki test pracy, nie godzinę katowania.

To nie jest „laboratorium”. To jest domowa robota, ale nawet w domu da się pracować czysto i bezpiecznie.

Jak przedłużyć życie akumulatora do wkrętarki po regeneracji

Zasady przechowywania i użytkowania (temperatura, doładowania, przerwy)

Po regeneracji szkoda mi byłoby zajechać pakiet w pół roku przez złe nawyki. A uwierz mi, złe nawyki potrafią zabić nawet dobry pakiet.

Co robię na co dzień:

  • Nie zostawiam pakietu rozładowanego „na dnie” na długie tygodnie. To szczególnie ważne przy Li-Ion.
  • Jeżeli wiem, że nie będę używał wkrętarki miesiąc, to odkładam pakiet w stanie „średnim”. Dla Li-Ion to zwykle okolice 40–60% naładowania, czyli mniej więcej 3,7–3,9 V na ogniwo (orientacyjnie).
  • Trzymam akumulator w domu albo w ogrzewanym pomieszczeniu, nie w nieogrzewanym garażu przy mrozach. Mróz nie pomaga, delikatnie mówiąc.

Podczas pracy robię przerwy. Wkrętarka też ma prawo się zgrzać, ale pakiet nie powinien być ciągle rozpalony. Jeżeli wiercę w betonie albo wkręcam dużo długich wkrętów, robię krótkie pauzy. Dzięki temu ogniwa nie dostają ciągłego „batona”, a BMS (jeśli jest) nie musi ciągle ratować sytuacji.

Co niszczy akumulatory najszybciej: pełne rozładowania, mrozy, tanie ładowarki

Tu powiem wprost: większość pakietów nie umiera ze starości. One umierają od złego traktowania.

Największe zabójstwa, które widzę:

  • Zajeżdżanie do zera i jeszcze „dopychanie” na siłę. Jak wkrętarka wyraźnie słabnie, to kończę, a nie cisnę do ostatniego tchnienia.
  • Ładowanie na mrozie albo praca przy dużym mrozie. Wiem, że czasem trzeba coś zrobić na zewnątrz, ale wtedy wolę mieć drugi pakiet i wymieniać, zamiast katować jeden lodowaty.
  • Tanie ładowarki „no-name”, które nie trzymają sensownego algorytmu. Z Ni-MH jeszcze jakoś to przejdzie, ale z Li-Ion potrafi się zrobić nieprzyjemnie.
  • Przechowywanie w pełnym naładowaniu miesiącami. W Li-Ion wysoki stan naładowania przez długi czas przyspiesza starzenie.

I jeszcze drobiazg: brudne styki. Brud = opór = grzanie = straty. A straty zawsze kończą się gorzej niż lepiej. Dlatego raz na jakiś czas czyszczę styki i mam spokój.

Kiedy regeneracja nie ma sensu i lepiej wymienić cały akumulator

Są sytuacje, w których ja nawet nie zaczynam. I to nie dlatego, że mi się nie chce, tylko dlatego, że rachunek jest prosty.

Regeneracja zwykle nie ma sensu, gdy:

  • Obudowa jest pęknięta i nie trzyma mechanicznie. Pakiet pracuje w wibracjach, więc pęknięcia to proszenie się o awarię.
  • Styki są wypalone albo stopione. Da się czasem to naprawić, ale koszt i ryzyko rosną.
  • Elektronika (BMS) w Li-Ion jest spalona, a Ty nie masz pewności, jaki model dobrać. Wtedy łatwo wpakować się w błędne zabezpieczenia lub brak ochrony.
  • W pakiecie widać spuchnięte ogniwa Li-Ion albo ślady poważnego przegrzania. Ja wtedy wolę temat zakończyć i nie kombinować.

Bywa też, że wkrętarka sama ma problem. Jeżeli silnik iskrzy jak szalony, a przekładnia haczy, to nawet najlepsza bateria nie uratuje komfortu pracy. Wtedy najpierw ogarniam narzędzie, a dopiero później biorę się za pakiet.

FAQ

Czy regeneracja akumulatora do wkrętarki zawsze poprawia czas pracy?

Nie zawsze. Zwykle poprawia, jeśli problemem były zużyte ogniwa albo złe połączenia. Natomiast gdy wkrętarka ma uszkodzony silnik, zatarte łożysko albo przeciążoną przekładnię, pakiet dostaje wyższe obciążenia i czas pracy dalej może być słaby.

Jak sprawdzę, czy mój pakiet to Li-Ion, jeśli nie mam etykiety?

Najpewniej po napięciu. Jeżeli po pełnym ładowaniu masz około 12,6 V, to często jest 3S Li-Ion. Jeżeli widzisz okolice 21,0 V, to często 5S Li-Ion. W Ni-MH/Ni-Cd typowe „18 V” po ładowaniu wygląda inaczej, a do tego masz zwykle więcej mniejszych napięć po 1,2 V w szeregu.

Czy mogę użyć ogniw o większej pojemności niż oryginał?

Możesz, ale bez przesady i tylko z rozsądną specyfikacją. Pojemność to jedno, a wydajność prądowa to drugie. Wkrętarka potrzebuje prądu chwilowego, więc słabe ogniwa o „papierowej” wielkiej pojemności będą się grzać i szybko stracą formę.

Co jest bezpieczniejsze dla amatora: Ni-MH czy Li-Ion?

Ni-MH wybacza więcej błędów i zwykle ma prostszą konstrukcję pakietu. Li-Ion daje świetną wydajność, ale wymaga większej ostrożności, bo pracujesz z innymi napięciami i zabezpieczeniami, a zwarcie potrafi mieć brzydkie skutki.

Jak często powinienem czyścić styki wkrętarki i pakietu?

Ja robię to co kilka miesięcy albo wtedy, gdy widzę spadek mocy mimo naładowanej baterii. Wystarczy delikatne czyszczenie, bez zdrapywania „na blachę”.

Źródła

  • Własne doświadczenia z diagnozowaniem i składaniem pakietów do elektronarzędzi oraz typowe objawy awarii widziane w warsztacie i garażu.
  • Ogólne dane techniczne chemii ogniw Ni-Cd, Ni-MH i Li-Ion: napięcia nominalne i napięcia pełnego naładowania, typowe zakresy bezpiecznej pracy.
  • Dokumentacje i opisy działania układów BMS w pakietach Li-Ion: rola balansowania, zabezpieczenia nadnapięciowe i podnapięciowe.
  • Instrukcje obsługi elektronarzędzi i ładowarek (zasady użytkowania, wpływ temperatury i przechowywania na żywotność pakietów).
  • Praktyczne metody diagnostyczne stosowane przy pracy z multimetrem: pomiar napięcia pakietu, porównanie sekcji i obserwacja spadków pod obciążeniem.

Podobne wpisy