Pomiary rezystancji uziemienia – jak sprawdzić, czy jest ok

Jeśli chcesz szybko ocenić, czy uziemienie działa sensownie, zacznij od pomiary rezystancji uziemienia i porównaj wynik z typowymi wymaganiami instalacji (np. w układzie TT liczy się warunek RA × IΔn ≤ 50 V). Najpierw odłącz uziom od instalacji w złączu kontrolnym. Potem ustaw miernik uziemień na metodę 3-przewodową i wbij dwie sondy w grunt w odległości kilkunastu–kilkudziesięciu metrów. Na końcu sprawdź stabilność odczytu, przesuwając sondę potencjałową o ok. 10%. To jest „pomiar uziemienia” bez lania wody, a w efekcie zyskasz spokojniejszą głowę i mniejszą nerwówkę przy awariach.
Pomiary rezystancji uziemienia – co to daje w praktyce?
Nie będę udawał, że każdy właściciel domu jara się pomiarami. Ja też wolałbym czasem zająć się czymś przyjemniejszym. Tyle że uziemienie to taka część instalacji, która długo potrafi „udawać, że działa”, a potem nagle robi się gorąco, bo wybija bezpieczniki, RCD wariuje albo metalowa obudowa urządzenia potrafi „kopnąć”. Dlatego wolę mieć twarde liczby niż domysły.
W praktyce rezystancja uziemienia wpływa na to, czy zabezpieczenia zadziałają w rozsądnym czasie oraz czy napięcia dotykowe nie urosną do niebezpiecznych wartości. Co ważne, samo „uziemienie jest” nie znaczy jeszcze „uziemienie jest dobre”. Czasem to tylko kawałek bednarki w ziemi, który po latach ledwo przewodzi, bo złącze skorodowało. A czasem wszystko wygląda pięknie, tylko ktoś dorobił połączenie „na skrętkę” i liczy, że ziemia wszystko wybaczy.
Po czym poznać, że uziemienie „nie trzyma”?
Są sygnały, które zwykle mnie zapalają lampkę ostrzegawczą. Nie każdy z nich oznacza od razu katastrofę, natomiast razem potrafią złożyć się w sensowną diagnozę.
Najczęstsze objawy z życia:
- Wyłącznik różnicowoprądowy wybija „bez powodu”, zwłaszcza po deszczu albo przy dużej wilgotności w pomieszczeniach.
- Czujesz delikatne mrowienie przy dotyku obudowy pralki, zmywarki, piekarnika albo bojlera.
- Zasilacze w komputerze lub sprzęcie audio łapią przydźwięk, a ekran potrafi migać, gdy dotykasz metalowych elementów.
- Pojawiają się ślady przegrzania na złączach bednarki, przewodzie uziemiającym albo na głównej szynie wyrównawczej (GSW).
- Po burzy lub po większej awarii w okolicy czujesz, że instalacja zachowuje się dziwnie, a ja w takiej chwili wolę nie zgadywać.
Dodatkowo patrzę na miejsca połączeń. Jeśli widzę zielony nalot, luźną obejmę, cienki drucik zamiast porządnego przewodu, to nie czekam na cud.
Jakie instalacje muszą mieć uziemienie?
Uziemienie to nie „fanaberia elektryków”. To fundament ochrony przeciwporażeniowej i ochrony przepięciowej. I teraz konkrety, bez bajek.
W domu najczęściej spotkasz:
- Instalację z przewodem ochronnym PE (typowo w układzie TN).
- Instalację, gdzie ochrona opiera się mocniej o uziom i RCD (często spotyka się TT, zwłaszcza w starszych lub specyficznych przyłączach).
- Ochronę odgromową (LPS), jeśli budynek ma zwody i przewody odprowadzające.
- Ograniczniki przepięć (SPD) w rozdzielnicy, które działają sensownie dopiero wtedy, gdy mają dobrą drogę do ziemi.
No i jeszcze temat „dodatkowy”, ale bardzo praktyczny: wszystkie metalowe instalacje w budynku, czyli rury wody, gazu, CO, elementy konstrukcyjne, czasem nawet metalowa wanna. Ja lubię, gdy to wszystko ma spójne połączenia wyrównawcze, bo wtedy instalacja zachowuje się przewidywalnie.
Kiedy warto zlecić pomiar profilaktycznie?
Nie czekam tylko na awarię. I serio, to się opłaca nerwowo.
Typowe momenty, kiedy pomiar ma sens:
- Po modernizacji rozdzielnicy, wymianie zabezpieczeń albo dołożeniu RCD.
- Po montażu fotowoltaiki, pompy ciepła, klimatyzacji, ładowarki EV lub agregatu.
- Po wykonaniu uziomu (nowy uziom zawsze sprawdzam, bo „w ziemi” wszystko wygląda dobrze).
- Po burzy, gdy zadziałały ograniczniki przepięć, albo gdy w okolicy były uszkodzenia sieci.
- Co kilka lat w ramach kontroli, szczególnie jeśli grunt jest suchy, piaszczysty albo jeśli budynek stoi na nasypie.
Jeśli mam wątpliwości, wolę zrobić pomiar wcześniej. Bo później zwykle robi się drożej i bardziej stresująco.
Jak sprawdzić rezystancję uziemienia – metody i sprzęt
Da się to zrobić porządnie, a nie „na oko”. Natomiast trzeba wiedzieć, co się mierzy i dlaczego. W praktyce spotkasz dwie najpopularniejsze metody: klasyczną 3-przewodową oraz cęgową. Jest jeszcze 4-przewodowa, ale w domach rzadziej się ją stosuje, chyba że warunki są trudne albo obiekt jest rozległy.
Ja patrzę na to tak: jeśli mogę odłączyć uziom i mam miejsce na sondy, biorę metodę 3-przewodową. Jeśli nie mogę odłączyć albo mam dużo połączeń równoległych, rozważam pomiar cęgowy, ale z głową.
Miernik do uziemień – jaki typ i na co patrzeć?
Miernik miernikowi nierówny. I nie chodzi o to, żeby kupować najdroższy, tylko żeby kupić właściwy.
Na co patrzę przy wyborze:
- Funkcja pomiaru uziemienia metodą 2P/3P (czasem jako „EARTH” lub „RE”).
- Możliwość pracy z sondami i przewodami o sensownej długości (20 m, 30 m, 50 m).
- Odporność na zakłócenia i możliwość sprawdzenia napięć zakłócających (mocno pomaga przy gęstej zabudowie).
- Zgodność z serią norm dla mierników instalacyjnych, w praktyce często spotkasz odniesienia do PN-EN 61557 (dla uziemień to część dotycząca pomiaru rezystancji uziemienia).
- Czytelny komunikat o błędnym podłączeniu przewodów albo zbyt dużym napięciu zakłócającym.
W realu lubię, gdy miernik pokazuje też stabilność odczytu. Dzięki temu szybciej widzę, czy grunt i sondy „trzymają”.
Metoda 3-przewodowa (spadku potencjału) w skrócie
To jest najczęściej spotykany, sensowny pomiar dla domu jednorodzinnego. Zasada jest prosta: miernik puszcza prąd przez uziom i sondę prądową, a potem mierzy spadek napięcia na sondzie potencjałowej. Z tego liczy opór.
Mini-procedura, którą stosuję:
- Odłączam uziom w złączu kontrolnym (żeby nie oszukiwały mnie równoległe drogi przez instalację).
- Wbijam sondę prądową w grunt w linii prostej od badanego uziomu (zwykle 20–40 m, a czasem więcej, jeśli mam miejsce).
- Wbijam sondę potencjałową między nimi, najczęściej w okolicach 62% odległości od badanego uziomu (tzw. „zasada 62%”, dobry punkt startowy).
- Podłączam przewody zgodnie z opisem na mierniku i robię pomiar.
- Przesuwam sondę potencjałową o około 10% w jedną i drugą stronę. Jeśli wynik zmienia się nieznacznie (np. kilka procent), uznaję odczyt za wiarygodny.
I teraz ważne: jeśli wynik skacze jak piłeczka, to nie udaję, że „jakoś to będzie”. Szukam przyczyny, bo coś jest nie tak z rozmieszczeniem sond, gruntem albo połączeniami.
Pomiar cęgowy – kiedy ma sens, a kiedy nie?
Pomiar cęgowy kusi, bo wygląda na szybki. Zakładasz cęgi i już. Tyle że tu tkwi haczyk: metoda cęgowa działa sensownie wtedy, gdy istnieje zamknięta pętla przez ziemię, czyli uziom ma równoległe połączenia z innymi uziomami albo z siecią uziemiającą. Innymi słowy, cęgi „widzą” cały układ, a nie zawsze sam uziom.
Kiedy ma sens:
- Gdy budynek ma rozbudowaną sieć uziemień, połączenia wyrównawcze, a w okolicy są inne uziomy.
- Gdy nie mogę odłączać uziomu (np. obiekt pracuje, nie chcę ryzykować przerwy w ochronie).
- Gdy robię szybki przegląd trendu: czy jest gorzej niż rok temu, czy lepiej po dołożeniu szpilek.
Kiedy nie ma sensu albo wprowadza w błąd:
- Gdy mierzysz pojedynczą szpilkę bez realnych połączeń równoległych.
- Gdy instalacja ma przypadkowe połączenia i nie wiesz, co naprawdę mierzysz.
- Gdy chcesz wynik do protokołu i potrzebujesz jednoznacznego pomiaru konkretnego uziomu.
Ja to traktuję jak narzędzie „do orientacji” albo do szybkich porównań. Natomiast do decydujących wniosków wolę klasykę.

Przygotowanie do pomiaru – warunki, które robią różnicę
Tu jest miejsce, gdzie ludzie najczęściej robią skróty. A później dziwią się, że wynik wyszedł „za piękny” albo „dramatyczny”, chociaż w praktyce nic się nie zmieniło.
Ja przygotowanie robię jak do małej operacji. Spokojnie, bez stresu, ale też bez udawania, że ziemia sama wszystko naprawi.
Wilgotność gruntu i pora roku – jak wpływają na wynik?
Grunt to nie jest stały rezystor. Zmienia się wilgotność. Zmienia się temperatura. Jak również zmienia się zasolenie. I to wszystko wchodzi do wyniku.
Przykładowo:
- Po długiej suszy rezystancja potrafi wzrosnąć wyraźnie, szczególnie na piaskach i żwirach.
- Po intensywnych opadach wynik zwykle spada, bo wilgotny grunt lepiej przewodzi.
- Zimą, gdy grunt zamarza, sytuacja potrafi się pogorszyć, bo lód przewodzi słabiej niż woda.
Dlatego ja patrzę nie tylko na jedną liczbę, ale też na kontekst. Jeśli w lipcu mam wynik „na granicy”, to wiem, że w styczniu może być gorzej. I wtedy wolę działać zawczasu, zamiast liczyć na szczęście.
Odłączenie bednarki i punktów kontrolnych – o co chodzi?
Jeśli nie odłączysz uziomu, to pomiar może cię okłamać. I to w „miły” sposób, czyli pokaże wynik lepszy, niż faktycznie ma sam uziom. Dzieje się tak, bo prąd pomiarowy znajdzie sobie drogę przez instalację, rury, zbrojenie, inne uziomy, a nawet przez sąsiadów, serio.
Co ja robię krok po kroku:
- Lokalizuję złącze kontrolne uziomu (często przy ścianie, w studzience lub przy wyjściu bednarki).
- Wyłączam to, co trzeba, żeby bezpiecznie pracować przy rozdzielnicy i przy GSW.
- Odłączam przewód uziemiający od reszty instalacji w miejscu do tego przeznaczonym.
- Oznaczam sobie przewody i śruby, żeby niczego nie pomylić przy składaniu.
- Robię pomiar, a potem od razu przywracam połączenie.
Nie zostawiam budynku „bez ochrony” na dłużej niż trzeba. I to jest ważne, bo czasem ktoś odłączy, pójdzie na kawę, a potem zapomni. Takie historie kończą się głupio.
Najczęstsze błędy „na skróty”, które fałszują wynik
To moja krótka lista grzechów głównych, które widziałem u znajomych i na budowach:
- Wbicie sond zbyt blisko badanego uziomu (wynik wychodzi zaniżony).
- Ustawienie sond w przypadkowym miejscu, bo „tu się da wbić”, a potem zdziwienie, że pomiar pływa.
- Brak odłączenia uziomu od instalacji, czyli pomiar „całego świata” zamiast konkretnego uziomu.
- Zbyt płytko wbite sondy albo wbicie w suchą, luźną ziemię bez dobrego kontaktu.
- Pomiar przy dużych zakłóceniach (np. przy pracujących maszynach, falownikach, spawarkach) bez sprawdzenia napięcia zakłócającego.
- Naciąganie wyniku: „wezmę ten, bo jest najładniejszy”. Nie. Biorę ten, który jest stabilny i powtarzalny.
Jeśli wynik jest podejrzany, robię drugi pomiar z inną odległością. To zwykle szybko pokazuje, czy problem tkwi w metodzie, czy w uziomie.
Wyniki pomiarów rezystancji uziemienia – jak je interpretować?
No dobra, masz wynik. I co dalej. Tu zaczyna się najciekawsze, bo sama liczba bez kontekstu nie mówi wszystkiego.
Ja patrzę na wynik przez pryzmat tego, jak działa ochrona w danym budynku. W jednym domu 30 Ω będzie super. W innym 30 Ω będzie sygnałem, że trzeba poprawić, bo są wymagania odgromowe albo specyficzne urządzenia.
Co oznacza wynik „za wysoki” i co wtedy sprawdzić?
Zacznę od konkretów, które da się sensownie zastosować w domu.
- Jeśli instalacja pracuje w układzie TT i ochrona opiera się o RCD, to obowiązuje praktyczny warunek:
- RA × IΔn ≤ 50 V (dla warunków normalnych).
Z tego wychodzą bardzo czytelne liczby:
- Dla RCD 30 mA: RA ≤ 50 V / 0,03 A ≈ 1667 Ω.
- Dla RCD 100 mA: RA ≤ 500 Ω.
- Dla RCD 300 mA: RA ≤ 167 Ω.
Brzmi tak, jakby „tysiąc omów też jest ok”. Tyle że ja nie lubię takiego komfortu na papierze. W praktyce celuję w znacznie niższe wartości, bo wtedy instalacja zachowuje się stabilniej, SPD działają sensowniej, a napięcia dotykowe spadają szybciej. W wielu domach wynik rzędu kilkunastu–kilkudziesięciu omów uznaję za bardzo przyzwoity, a okolice poniżej 10 Ω widuję najczęściej przy uziomie fundamentowym lub przy dobrze rozbudowanym uziomie otokowym.
- Jeśli masz ochronę odgromową, to często spotyka się podejście „im mniej, tym lepiej”. W praktyce instalatorzy lubią widzieć wartości jednocyfrowe albo w okolicach 10 Ω, bo to po prostu daje lepsze warunki do odprowadzenia prądu udarowego. I jasne, sama norma odgromowa nie zawsze narzuca jedną magiczną liczbę dla każdego obiektu, natomiast zdrowy rozsądek i doświadczenie mówią swoje.
- Jeśli masz układ TN, to sprawa nie sprowadza się tylko do oporu uziomu, bo kluczowy staje się też pomiar impedancji pętli zwarcia i skuteczność samoczynnego wyłączenia zasilania. Mimo to uziom dalej ma znaczenie dla wyrównania potencjałów i dla przepięciówek.
Gdy widzę wynik „za wysoki”, najpierw sprawdzam:
- Czy połączenia nie są luźne albo skorodowane.
- Czy uziom nie jest przerwany mechanicznie (koparka potrafi zrobić swoje).
- Czy złącze kontrolne jest dobrze skręcone i czyste.
- Czy grunt nie jest ekstremalnie suchy i czy pomiar robiłem w rozsądnych warunkach.
- Czy to na pewno pomiar samego uziomu, a nie „z instalacją podpiętą”.
Uziom fundamentowy, szpilkowy, otokowy – różnice w odczytach
Tu nie ma magii. Konstrukcja uziomu mocno wpływa na wynik, a do tego dochodzą warunki gruntu.
Jak to zwykle wygląda w praktyce:
- Uziom fundamentowy często daje niskie wartości, bo ma dużą powierzchnię kontaktu i siedzi w wilgotniejszej strefie. Jeśli jest dobrze zrobiony, potrafi zejść do wartości jednocyfrowych lub kilkunastu omów, chociaż oczywiście zależy od projektu i gruntu.
- Uziom szpilkowy (pionowy) bywa kapryśny. Jedna szpilka w suchym piachu potrafi dać wynik wysoki, a dopiero kilka szpilek połączonych bednarką i wbitych głębiej „robi robotę”.
- Uziom otokowy stabilizuje wynik, bo opasuje budynek i pracuje na większym obszarze gruntu. Zwykle daje lepszą powtarzalność niż pojedyncza szpilka.
Ja lubię myśleć o tym tak: jeśli w danym miejscu ziemia słabo przewodzi, to nie obrażam się na fizykę. Zamiast tego zwiększam powierzchnię uziomu albo schodzę głębiej, gdzie wilgotność jest stabilniejsza.
Protokół z pomiaru – co powinno się w nim znaleźć?
Protokół to nie jest papier „dla papieru”. To jest dowód, że ktoś wykonał pomiar konkretną metodą i w konkretnych warunkach. I jeśli kiedyś pojawi się problem, to protokół pomaga ustalić, czy sytuacja się pogorszyła, czy od początku była słaba.
W protokole lubię widzieć:
- Dane obiektu: adres, typ budynku, opis instalacji (TN/TT), opis uziomu.
- Datę, warunki pogodowe (choćby „sucho/mokro”), orientacyjne miejsce sond i ich odległości.
- Metodę pomiaru: 3P/4P/cęgowa, konfiguracja przewodów.
- Wynik w Ω oraz informację o stabilności odczytu (np. wyniki w trzech pozycjach sondy potencjałowej).
- Informację, czy uziom był odłączony od instalacji na czas pomiaru.
- Dane miernika: model, numer, a także informację o aktualnym sprawdzeniu/kalibracji (w praktyce często wpisuje się datę).
- Podpis osoby wykonującej pomiar i jej uprawnienia, jeśli protokół ma mieć formalną wartość.
Ja wiem, że to brzmi urzędowo. Tyle że później taki dokument potrafi oszczędzić sporo gadania i nerwów.
Co poprawić, gdy uziemienie jest słabe
Jeśli pomiar wychodzi kiepsko, to ja nie wpadam w panikę. To nie jest wyrok. To jest informacja, że trzeba poprawić układ, bo ziemia w tym miejscu ma swoje zasady.
Dobra wiadomość jest taka, że poprawa zwykle działa. Zła jest taka, że czasem trzeba się trochę ubrudzić, a czasem trzeba też przestać kombinować i zrobić to porządnie.
Dołożenie szpilek, wydłużenie uziomu, poprawa połączeń
Najczęściej działają trzy kierunki: więcej metalu w ziemi, lepsze połączenia, lepsza geometria.
Co robię po kolei, żeby nie przepalać budżetu:
- Zaczynam od połączeń. Czyszczę złącza, dokręcam, wymieniam podejrzane obejmy, sprawdzam ciągłość przewodów. Czasem sama naprawa złącza kontrolnego potrafi poprawić wynik o kilka–kilkanaście omów.
- Jeśli to nie wystarcza, dokładam uziom pionowy. Szpilki łączę bednarką, a odstępy dobieram sensownie (nie upycham ich 20 cm od siebie, bo wtedy pracują jak jedna).
- Gdy mam miejsce, myślę o uziomie otokowym albo o wydłużeniu istniejącego. Większy obwód daje lepszy kontakt z gruntem, a to przekłada się na stabilność wyniku.
I jeszcze jedno: jeśli mam SPD w rozdzielnicy, to pilnuję krótkich i solidnych połączeń do GSW. Długi, cienki przewód potrafi zepsuć efekt nawet przy niezłym uziomie.
Korozja złącz i bednarki – jak ją rozpoznać i naprawić?
Korozja to cichy zabójca uziemień. I co gorsza, ona nie zawsze wygląda spektakularnie. Czasem masz tylko „niby” lekki nalot, a w środku przekrój przewodnika już ledwo zipie.
Na co zwracam uwagę:
- Zielonkawy nalot na miedzi lub mosiądzu, biały nalot na cynku, ruda na stali.
- Ślady przegrzania, czarne przebarwienia, kruszące się fragmenty.
- Luźne obejmy, które da się poruszyć ręką bez narzędzi. To jest zły znak, naprawdę.
Naprawa, którą stosuję:
- Rozbieram złącze, czyszczę do „zdrowego” metalu.
- Wymieniam elementy, które wyglądają podejrzanie.
- Zabezpieczam miejsce połączenia tak, żeby nie stało w wodzie i błocie, bo to przyspiesza degradację.
- Sprawdzam moment dokręcenia i robię ponowny pomiar.
Brzmi prosto. I często właśnie takie proste rzeczy robią największą różnicę.
Kiedy lepiej wezwać elektryka z uprawnieniami?
Są sytuacje, gdzie ja po prostu nie kombinuję. I mówię to wprost, bo prąd nie wybacza dumy.
Wzywam elektryka z uprawnieniami, gdy:
- Potrzebuję protokołu do odbioru instalacji, ubezpieczenia albo formalnej kontroli.
- Muszę ingerować w rozdzielnicę główną, złącze, zabezpieczenia przedlicznikowe albo układ sieci (TN/TT) i nie mam pewności co do konfiguracji.
- Pomiar pokazuje dziwne rzeczy, na przykład skrajnie niestabilne wyniki albo duże napięcia zakłócające.
- Czuję, że ryzykuję bezpieczeństwo domowników, bo musiałbym zostawić instalację rozłączoną na dłużej.
- Podejrzewam uszkodzenie uziomu w ziemi i potrzebuję lokalizacji oraz naprawy „w terenie”.
Ja wiem, że czasem kusi zrobić wszystko samemu, bo „to tylko pomiar”. Tyle że jeden błąd w złym momencie potrafi kosztować więcej niż porządna usługa.
FAQ
Czy da się sprawdzić uziemienie zwykłym multimetrem?
Multimetr nie nadaje się do rzetelnego pomiaru uziemienia. On nie wytworzy odpowiednich warunków pomiaru i nie uwzględni wpływu gruntu. Do pomiary rezystancji uziemienia używam miernika uziemień z sondami albo metody cęgowej, jeśli warunki na to pozwalają.
Jaki wynik uznać za „dobry” w domu?
To zależy od układu sieci, uziomu i zastosowanych zabezpieczeń. W TT patrzę na warunek RA × IΔn ≤ 50 V, natomiast praktycznie wolę wyniki dużo niższe niż „teoretyczne maksimum”. W wielu domach kilkanaście–kilkadziesiąt omów wygląda sensownie. Przy uziomie fundamentowym często spotyka się wartości jednocyfrowe lub kilkunasto-omowe, jeśli wszystko zrobiono porządnie.
Czemu po deszczu wynik bywa lepszy?
Bo wilgotny grunt zwykle przewodzi lepiej. Woda w ziemi zmniejsza opór przejścia, więc rezystancja uziemienia spada. Z kolei długotrwała susza potrafi wynik podbić, szczególnie na gruntach piaszczystych.
Czy dołożenie jednej szpilki zawsze pomaga?
Często pomaga, ale nie zawsze „wystarczająco”. Jeśli grunt jest trudny, to jedna szpilka potrafi niewiele zmienić. Wtedy lepiej dołożyć kilka szpilek połączonych bednarką i rozsunąć je sensownie, albo rozbudować uziom otokowy.
Czy pomiar cęgowy mogę traktować jako ostateczny?
Raczej nie, jeśli potrzebujesz wyniku konkretnego uziomu „w izolacji”. Pomiar cęgowy często pokazuje zachowanie całej sieci uziemień, a nie jednego elementu. Do szybkiej kontroli trendu jest świetny. Do jednoznacznej oceny uziomu pod protokół zwykle wybieram metodę 3-przewodową.
Źródła
- PN-HD 60364-6 (sprawdzanie instalacji elektrycznych niskiego napięcia)
- PN-EN 61557 (wymagania dla przyrządów do badań i pomiarów instalacji, w tym uziemień)
- PN-EN 62305 (ochrona odgromowa i uziemienia w kontekście LPS)
- Instrukcje pomiarowe i poradniki producentów mierników instalacyjnych (m.in. Sonel, Megger, Chauvin Arnoux)
- Praktyka pomiarowa z odbiorów i przeglądów instalacji w budynkach jednorodzinnych oraz typowe procedury „62%” dla metody 3-przewodowej
